Bogata kobieta odwiedza bardzo wziętego chirurga plastycznego. Ten ogląda jej twarz i mówi: • Operacja będzie kosztowała 10 tysięcy dolarów. • Ależ to strasznie drogo! - oburza się kobieta. • To mogę polecić coś za 2 dolary - proponuje lekarz. • Co takiego? • Bardzo gęstą woalkę.
Pewnego dnia, kiedy odwiedzałem moich starych, mama poprosiła mnie, żebym nakrył do stołu. Otworzyłem lodówkę i spostrzegłem, że w środku do drzwi było przylepione nieprzyzwoite zdjęcie pięknej, smukłej, idealnie zbudowanej i skąpo odzianej młodej kobiety. • Mamo, co to jest? - spytałem. • Och, przykleiłam je, żeby pamiętać o nieobjadaniu się. • I co, działa? • Tak i nie - odpowiedziała - Straciłam 4 kg, ale twój ojciec przytył 6.
Po długim seksie młody chłopak wyciąga się na brzuchu, wyciąga papierosa ze spodni i szuka zapalniczki. Nie może znaleźć, więc pyta dziewczynę, czy ma jakąś. • Może jakaś jest w górnej szufladzie ? odpowiedziała.
Otworzył szufladę w szafce przy łóżku i znalazł pudełko leżące wprost na oprawionej w ramki fotografii jakiegoś mężczyzny.
Oczywiście zmartwił się. • To twój mąż? - zapytał nerwowo. • Nie, głupku - odpowiedziała przytulając się do niego. • Twój chłopak? • Nie, skąd - odpowiedziała przygryzając jego ucho. • No to kto? - zapytał zdezorientowany chłopak.
Dziewczyna odpowiedziała spokojnie: • To ja przed operacją.
Rżewski wygrał na loterii. Zamówił kawior, szampana. Impreza na całego: damy, oficerowie piją, tańczą, spiewają. Zniesmaczony kornet pyta: • Panie poruczniku, nie szkoda panu pieniędzy? Przecież nic po takiej imprezie nie zostanie... • Zostanie, zostanie - mówi Rżewski. - Ot, na przykład - niedawno spotkałem i pokochałem pewną damę. Ona dała mi pieniądze. Za te pieniądze kupiłem los na loterii. I wygrałem. Piję i poznałem pewną damę. Kupię los... I tak w kółko, kornet, i tak w kółko!
Policjant zatrzymuje faceta za przekroczenie prędkości. Kiedy podchodzi do samochodu, widzi, że ten jest bardzo zdenerwowany. • Dobry wieczór panu. Wie pan, dlaczego pana zatrzymałem? • Tak, panie władzo... Za przekroczenie prędkości, ale to sprawa życia i śmierci. • Ach, tak? Dlaczego? • Naga kobieta czeka na mnie w domu. • Nie rozumiem, dlaczego miałaby to być sprawa życia i śmierci. • Jeśli nie dotrę tam przed moją żoną, będę martwy.
Starzec leży na łożu śmierci. Chciał zabrać ze sobą do grobu swoje pieniądze. Zawołał swojego księdza, lekarza i prawnika: • Tutaj każdy z was dostanie na przechowanie po 30 tys. dolarów. Chcę, żebyście położyli je na mojej trumnie, kiedy umrę i wtedy będę mógł je zabrać ze sobą.
Na pogrzebie każdy z mężczyzn kładzie kopertę na trumnie starca. Wracają limuzyną i ksiądz nagle wyznaje ze łzami: • Dałem tylko 20 tys., bo potrzebowałem 10 tys. na nową świątynię. • Cóż, skoro się sobie zwierzamy - powiedział lekarz - muszę przyznać, że dałem tylko 10 tys., bo potrzebowaliśmy nowej maszyny w szpitalu, a ta kosztowała 20 tys.
Prawnik był przerażony. • Wstyd mi za was! - wykrzyknął - Chcę, żebyście wiedzieli, że w kopercie położyłem własnoręcznie wypisany czek na pełną sumę 30 tys. dolarów!
Typowy macho poślubił typową piękną damulkę i tuż po ślubie wyłożył następujące zasady życia: • Będę w domu, kiedy zechcę, jeśli zechcę i o której zechcę i zapomnij o jakimkolwiek narzekaniu na to. Obiad ma być naszykowany na stole, chyba że powiem, że nie będę jadł w domu. Będę jeździł na polowania, na ryby, będę chodził na jednego do baru i grał w karty z kolegami kiedy tylko będę chciał i nie masz prawa mi tego zabraniać. To moje zasady. Jakieś komentarze?
Jego młoda żona na to: • Nie, to mi pasuje. Ale zapamietaj sobie, że tutaj zawsze o siódmej będzie seks, czy będziesz, czy nie.
Pani hrabina była niezadowolona z tego, jak jej pokojówka, Elena, sprząta. Znalazłszy warstwę kurzu na stole w pokoju jadalnym, zaczyna jej złorzeczyć. Elena na to: • Jestem lepszą kucharką, niż pani. Sprzątam dom lepiej, niż pani. • Kto tak powiedział? • Pan hrabia. I jestem lepsza w łóżku, niż pani.
Hrabina uśmiechnęła się szyderczo i powiedziała: • Co, i mój mąż ci tak powiedział? • Nie, ogrodnik!
Klient w restauracji ciągle zawracał głowę kelnerowi. Najpierw poprosił, żeby podkręcił klimatyzację, bo jest za gorąco, potem prosił, żeby przykręcić, bo jest za zimno i tak w kółko przez pół godziny. Kelner był niespodziewanie cierpliwy i przychodził bez mrugnięcia okiem. W końcu inny klient zapytał kelnera, dlaczego nie pozbędzie się natręta. • Och, naprawdę to mi nie robi różnicy - uśmiechnął się kelner - Nie mamy nawet klimatyzacji.