Przed kontrolą paszportową staje Michael Jackson. Urzędnik ogląda jego paszport i mówi:
• To nie jest pana paszport.
• Jak to nie mój?
• No przecież na zdjęciu jest jakiś Murzyn.
Baca wlecze do lasu cierwo psa. Sąsiad zagaduje: • A co to się stało, kumie? • Aaaa... musiołek go zastrzelić • To pewnie był wciekły, co? • No, zachwycony to nie był
W górskiej chacie pod Gubałówką wielka uroczystoć. Jan Gąsienica kończy sto lat. Zjechali się reporterzy, naczelnik miasta, wręczono medal i dyplom. Wszyscy trzęsącego się ze staroci pomarszczonego Gąsienice pytają, jak dożył tak sędziwego wieku. • Zwyczajnie, nie pilech, nie palilech, za dziewkami nie gonilech W tym momencie przerywa mu straszny hałas. • Nie przejmujta się • mówi Gąsienica • to tylko mój starszy brat, cała noc pil gorzałę, to mu się chce teraz ganiać za dupami.
Płacze zgwałcona Maryna, podchodzi baca: • Czemu płaczesz Maryna? • Oj, zgwałcili mnie zgwałcili! • A o pomoc wołała? • Oj, wołałam wołałam! • I nikt nie przyszedł?! • Nikt nie przyszedł! • A ku wsi wołała? • Oj, wołałam wołałam! • I nikt nie przyszedł? • Nikt nie przyszedł! • A ku halom wołała? • Oj, wołałam wołałam! • I nikt nie przyszedł? • Nikt nie przyszedł! • A ku wierchom wołała? • Oj, wołałam wołałam! • I nikt nie przyszedł? • Nikt nie przyszedł! • A ku lasowi wołała? • Oj, wołałam wołałam! • I nikt nie przyszedł? • Nikt nie przyszedł! • Nikt nie przyszedł? • Nikt nie przyszedł! • Toć i ja sobie ulżę!!!
Nad Morskim Okiem siedzi stary baca. Przechodzący turyci pozdrawiają go i pytają: • Co tu robicie? • Łowię pstrągi. • Przecież nie macie wędki • Pstrągi łowi się na lusterko. • W jaki sposób? • To moja tajemnica. Ale jeli dostanę flaszkę, to ją wam zdradzę. Turyci wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieli ją bacy. On tłumaczy: • Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój • Ciekawe... A ile już tych pstrągów złowilicie? • Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie
Góral przyprowadził swoja żonę będącą w ciąży na badania okresowe. Lekarz zbadał gaździnę, przyjął honorarium, pożegnał. Do gabinetu wchodzi mąż i pyta o zdrowie żony. Lekarz odpowiada: • No cóż, u waszej żony jest ciąża pozamaciczna. Chłop zbladł i nerwowo sięga po portfel. • Nie trzeba, gazdo, żona już płaciła. • Panie doktorze, macie tu 1000 zł, i nie mówcie nikomu, że pozamaciczna, bo jeszcze chłopy mnie wymieją, żem nie trafił tam, gdzie trzeba.
Baca słyszy krzyki z podwórka: • Czego tam? • Bacoooo! Potrzebujecie drewna? • Niee! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: • O kur..! Kaj je moje drewno?!
Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta: • Baco spadniecie! • Ni, nie spadnę! • Spadniecie! • Ni! • No mówię wam, że spadniecie! • Eeee, ni spadnę! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej. Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzy za znikającym w oddali turystą i zdziwiony rzekł: • Prorok jaki, czy co?
Po napadzie janosikowych zbójników, spogląda gazda na zgliszcza chałupy i głono medytuje: ze mnie łobrabowali • to ich zbójnickie prawo, ze mi chałupę spalili • i to ich zbójnickie prawo, ze ciebie Maryna zgwołcili, to tyz ich zbójnickie prawo • ale ze ty cholero psy tem dupą rusała • to juz je cyste kurestwo!
Baca wlecze do lasu cierwo psa. Sąsiad zagaduje: • A co to się stało, kumie? • Aaaa... musiołek go zastrzelić • To pewnie był wciekły, co? • No, zachwycony to nie był!